Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Struga – Zryw made by wagon pierwszy.

2.9.17, Klasa B kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Struga DrzycimZryw Wielki Lubień 1:7.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

89 (w jedną stronę), oczywiście autem za fajerą, z panią wagonową i panem wagonikiem na pokładzie. Tym razem oboje rodzinny meczing mieli w głębokim poważaniu, woleli pójść na spacer po Drzycimiu i okolicy, więc za karę ich obecność w niniejszym podsumowaniu kończy się na tym akapicie.

Trasa bez oczarowań i rozczarowań. Oklepana, dopiero ostatnich 10 kilometrów pokonywaliśmy pierwszy raz w życiu. Najważniejsze jednak, że im byliśmy bliżej, tym ładniejsza robiła się pogoda.

 

BILETY:

Brak, co akurat wyjątkowo potraktowaliśmy z wyrozumiałością. Podejrzewamy, że koszty obsługi mogłyby się nie zbilansować z ewentualnymi przychodami.

Chyba że akurat trafiliśmy na jakąś epidemię wśród karnetowców, co jednak wydaje się mało prawdopodobne. Raczej wygląda na to, że Drzycim okazuje zainteresowanie losem miejscowej drużyny dość powściągliwie.

Szkoda, bo mają schludnie i przytulnie.

I widoczek z trybuny nawet nielichy.

I miejscowe chłopaki zdecydowanie dają się lubić.

Zadbano nawet o coś dla zmęczonych podziwianiem boiskowych harców futbolowych herosów.

Chodzą jak szwajcarski zegarek.

 

SPIKER:

Brak, co i tu jesteśmy skłonni usprawiedliwić. Nie dziwimy się, że może być trudno o chętnego. Mówienie do samego siebie powszechnie przyjęto uważać za objaw przegrzania się styków pod kopułą, a mimo niezaprzeczalnych zalet takiego stanu, życie bez sympatycznej łatki niegroźnego wariata wydaje się jednak łatwiejsze niż z nią.

 

Z PIWEM NA STADION:

Oczywiście. To znaczy – chyba, bo nikogo pijącego nie widzieliśmy. Ale niepijących prawie też nie.

 

CATERING:

Dla wybranych.

Szczęśliwcem, jak się później okazało, był pan obserwator z ramienia Kujawsko-Pomorskiego Związku Piłki Nożnej.

Szybko złapaliśmy wspólny flow i zdecydowaną większość meczu przegadaliśmy. I tak wiemy już, że pan obserwator szczęśliwie doczekał się syna i trzech córek, poznaliśmy przebieg kariery zawodowej naszego rozmówcy, jego małżonki oraz potomstwa, dostaliśmy kilka wskazówek w temacie wychowywania dzieci i budowania relacji z nimi oraz poruszyliśmy kilkadziesiąt innych rozmaitych wątków. Sensacyjnie nawet o piłce i sędziowaniu ze dwa słowa zamieniliśmy. Bardzo pozytywna postać. Jeśli nas pan czyta – pozdrawiamy!

 

WC:

Co tu kryć – przycisnęło nas w pewnym momencie, na szczęście w wersji light. No więc ruszyliśmy za kiblowskazem.

Następnie kolejnym.

Aż w końcu przyszło nam pocałować klamkę (no, może nie dosłownie)…

…i odlać się pod płot.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Widać, że w ostatnim czasie w stadion wpompowano trochę grosza, ale w preliminarzu choćby skromnej tablicy nie uwzględniono.

 

DOPING MIEJSCOWYCH & ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Gdyby ktoś przegapił, to jeszcze raz. Z końcówki przerwy.

 

TEKST MECZU:

– Obserwator to i czasami powinien być przyjacielem. Nie tylko suche fakty. Przecież ten sędzia też może mieć gorszy dzień.

Normalnie skarb, a nie obserwator.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Jak na mecz praktycznie bez kibiców, bawiliśmy się świetnie. W przeciwieństwie niestety do pana bramkarza gości, który przy stanie 0:6 nadział się głową na kolano pana napastnika gospodarzy i po błyskawicznej interwencji pogotowia (na karetkę trzeba było czekać ze 20 minut albo i lepiej) został zabrany do szpitala. Jako jeden z pierwszych z pomocą pośpieszył – któż by inny – pan obserwator.

Na bramkę wskoczył zawodnik z pola, pieszczotliwie zwany Pazdanem (wcześniej sieknął dwa gole)…

…i szczęśliwie gościom udało się dowieźć w miarę korzystny wynik.

Działo się.