Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Pfefferwerk – Treptow made by Wagon Trzeci.
19.2.17, Kreisliga C St. 4 (XI poziom niemiecki), SV Pfefferwerk – SV Treptow 46 0:4.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

20 (w jedną stronę) z miejsca noclegu po poprzednim meczu, głównie kolejką, ale nałazić też się trzeba było. Nie był to mecz pierwszego wyboru, ale że planowane spotkanie Tennis Borussia Berlin zostało przełożone z powodu stanu murawy trzeba było skorzystać z alternatywy. Wybór padł na jedenastą ligę, bo po pierwsze tak nisko jeszcze nie byłem, a po drugie ze stadionu miałem blisko na mecz hokeja, którym chciałem zakończyć weekend w Berlinie. Obiekt TeBe odwiedziłem z rana, żeby strzelić kilka fotek, potem wybrałem się na drugą stronę niemieckiej stolicy – widok z okien kolejki dawał jasno do zrozumienia, który Berlin był dawniej na Zachodzie, a który w DDR.

 

BILETY:

Nie było.

 

SPIKER:

Też nie było.

 


Z PIWEM NA STADION:

Nauczony polskim doświadczeniem kupiłem jedno na stacji benzynowej (sklepy są w zamknięte w niedzielę). Z wniesieniem nie było, żadnego problemu, bo nikt niczego nie sprawdzał, okazało się jednak, że przyniosłem drewno do lasu.

 

CATERING:

Jako że pochodzę z kraju, w którym nie dba się o kibica na żadnym poziomie rozgrywek, wciąż jestem zdziwiony możliwością kulturalnego spożycia gdzieś na dnie ligowego systemu. Jak jest kultura, to bufet musi być. Nawet jak mecz ogląda łącznie 10 osób. Jako że u Niemca kultura jest, łyknąłem piwko za 1,20 € i zjadłem Bockwursta (kiełbasa w rodzaju parówkowej) za 1,10 €. Można?
Z dobrodziejstw punktu dystrybucji korzystali też zawodnicy, którzy mogli uzupełnić niezbędne elektrolity i witaminy z grupy B tuż po zakończeniu spotkania.

 

WC:

Pewnie dało by radę skorzystać w budynku z szatniami, ale że infrastruktura sprzyjała, to wybrałem krzaki za trybuną – trzeba trenować przed spotkaniem z polską, kartofliskową rzeczywistością Serie B .

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie było.

 


DOPING MIEJSCOWYCH/ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Łącznie z 10 osób, trudno powiedzieć, kto kogo wspierał. Ciszę przerywały tylko okrzyki z boiska oraz klangor żurawi i gęganie gęsi, które licznymi kluczami przelatywały nad boiskiem w drodze na tereny lęgowe.

 

TEKST MECZU:

– Ein Bier und ein Bockwurst bitte.

Jedno zdanie po niemiecku opanowałem do perfekcji i trenuję kiedy tylko mogę. Dzięki takiemu uporczywemu treningowi rozumiem też coraz więcej z mowy Goethego, tym razem na przykład zrozumiałem, że butelka od piwa jest zwrotna, a kiełbasa na razie zimna i będę musiał parę minut poczekać.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 


WOLNE WNIOSKI:

Pierwszy raz w życiu widziałem zmianę powrotną, arbiter sędziował nie ruszając się z koła, a zawodnicy grając na sztucznej trawie używali wszystkich możliwych rodzajów obuwia, od wkrętów do halówek. W dodatku gospodarze musieli zagrać w znacznikach zakrywających numery na koszulkach. Kraj inny, ale niskoligowe absurdy takie same jak u nas, co po raz kolejny dowodzi, że język futbolu to uniwersalne esperanto.