Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Świt II – Marcovia made by wagon pierwszy.

18.9.17, Tygodnik Piłkarskiego Niespokoju, dzień 1., liga okręgowa mazowiecka, grupa Warszawa I, Świt II Nowy Dwór MazowieckiMarcovia Marki 3:0.

 

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

21 (w jedną stronę), autem w roli kierowcy. Wprawdzie stadion Świtu sąsiaduje ze stacją kolejową, a z domu też nie musimy podejmować nie wiadomo jakich wysiłków, by dostać się do najbliższej, z której pociągi jeżdżą do Nowego Dworu Mazowieckiego, ale chyba już za starzy i za wygodni zrobiliśmy się na wystawanie na peronie. Zwłaszcza, gdy pada i nie mamy towarzystwa, bo gromadna wyprawa to zupełnie inny temat . Zdecydowanie przyjemniej zaraz po meczu wsadzić dupę do auta, napalić w piecu i się ogrzać.

 

BILETY:

Mecze rezerw zwykle nie rozpalają masowej wyobraźni miejscowej społeczności, więc wprowadzanie dodatkowej bariery dostępu do widowiska w postaci konieczności uiszczenia za jego obejrzenie nawet symbolicznej sumy, byłoby trochę kontrowersyjnym posunięciem. Najwidoczniej więc nowodworskim klubem rządzą przytomni ludzie, bo biletów nikt nie rozprowadzał. Choć akurat my chętnie byśmy rozstali się z kilkoma złotymi w zamian za zadrukowany papierek.

 

SPIKER:

Jak zwykle mieliśmy złudzenia, ale gdy zobaczyliśmy, że nawet główne wejście na stadion jest zamknięte, szybko się ich wyzbyliśmy. Trzeba się było zadowolić ty, co mówili nieliczni sąsiedzi na trybunie.

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez problemu, choć nie widzieliśmy, by ktoś korzystał. W drużynie gospodarzy grała głównie młodzież, a oglądali ich głównie rodzice, a mimo wszystko głupio zaszczepiać w latorośli sportowy tryb życia i poważne podejście do piłki nożnej z browarem w ręku.

 

CATERING:

Podejrzewamy, że w eleganckim budynku klubowym z szatniami funkcjonuje jakiś automat. Chyba że nasz sąsiad ma jakieś grubsze znajomości.

Zaraz obok stadionu, właściwie w jednym kompleksie, jest basen, a w nim kiedyś zlokalizowaliśmy mały bufet ze słodyczami, napojami i chyba też czymś konkretniejszym w rodzaju zapiekanek, ale tym razem nie sprawdzaliśmy. Gdyby ktoś miał ochotę – nawet z bocznego boiska daleko nie jest.

 

WC:

Budynek klubowy lub basen. Przy trybunie żadnego kibla ani drogowskazu.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Najbliższa tablica wyników na głównym stadionie zaraz za plecami. O, tam, tylko trochę na lewo.

Jak można było się jednak spodziewać – nieczynna. Często nawet trafialiśmy na mecze pierwszej drużyny, na których była wyłączona, więc na cud nie liczyliśmy.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Zero. Jak już wspominaliśmy – na mecz zajrzeli głównie tatusiowie,

jedna sztuka młodej damy nadrabiająca szkolne

i towarzyskie zaległości

oraz garstka młodzieży. Na wytworzenie jakiejkolwiek atmosfery się to nie przełożyło.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie stwierdziliśmy. Niestety.

 

TEKST MECZU:

– Kto to tak spierdolił.

– Mój syn.

– A to przepraszam.

Jak to szybko potrafi się zmienić ocena boiskowych wydarzeń 😛

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

3/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Mecz rezerw na bocznym boisku ze sztuczną murawą przy kiepskim świetle – koszmar. Dobrze, że chociaż padać przestało chwilę wcześniej. Ale wiecie, że drugi raz i tak byśmy poszli 😛