Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Świt – Widzew made by wagon pierwszy.

12.3.17, III liga, grupa I, Świt Nowy Dwór MazowieckiWidzew Łódź 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

21 (w jedną stronę), tradycyjnie samemu będąc sobie sterem i żeglarzem. Okręt też bez zmian. Trasa – nic ciekawego. Kompletnie.

 

BILETY:

10 zł.

Cena dwukrotnie wyższa niż zazwyczaj z uwagi na charytatywny charakter meczu, z którego dochód zostanie przeznaczony na leczenie ciężko chorego młodego piłkarza Świtu (trzymaj się dzielnie, chłopaku!). Przy zakupie (a także później przy wejściu na stadion) trzeba było okazać dokument tożsamości ze zdjęciem i numerem PESEL. Bilety rozprowadzano w trwającej tydzień przedsprzedaży, ale nie z nami te numery – przedsprzedaż przedsprzedażą, ale później kolejki kolejkami. Dlatego woleliśmy podjechać pod stadion 45 minut przed rozpoczęciem meczu i czutka nas nie zawiodła. Kupno wejściówki zajęło nam półtorej minuty, a dosłownie pięć minut później ogonek przed kasą zaczął rosnąć w oczach. Swoje i tak odstaliśmy w kolejce do wejścia (bo po kupnie biletu poszliśmy jeszcze do ciepłego samochodu zamiast na zimną trybunę), ale nie było nawet śladu zagrożenia, że nie zdążymy na początek. Możemy się śmiało uznać za wygranych.

 

SPIKER:

Warsztat i nagłośnienie bez zarzutu. Podziwiamy wytrwałość w podejmowaniu prób zwalczania bluzgów płynących z trybun. Bezwzględna nominacja do nagrody imienia Don Kichota.

 

Z PIWEM NA STADION:

Niby panowie (a nawet pani) pilnujący wejścia wyglądali groźnie i profesjonalnie, ale macanie odbywało się dość pobieżnie. Z piwem może byłoby trudno coś ugrać, ale z wewnętrznym grzejniczkiem w płynie już bez problemu. Mieliśmy zresztą tego dowód przed oczami, bo obserwujący przed nami mecz młodzieńcy kilka razy wyciągali to i owo zza pazuchy, by po chwili pociągnąć głębszego. Choć może raczej należałoby napisać płytszego, bo 100 ml rozpracowywali na raty. Dobrze przynajmniej, że wysoko oprocentowane. Amatorszczyzna, bo jeszcze przy tym stosowali tak zwaną popitkę, mimo że grzejniczek był owocowego smaku.

 

CATERING:

Skromne stoisko tuż przy wejściu.

Cennik i cały zakres oferty nie są nam niestety znane. Nie byliśmy zainteresowani konsumpcją, więc gitary panom nie zawracaliśmy i nie wypytywaliśmy. Na pewno serwowano coś na ciepło do picia, karmiono też kiełbasą. Zresztą bardzo apetycznie wyglądającą – rozmiar więcej niż solidny (nazwalibyśmy go afrykańskim), do tego sosiki, ogórek kiszony, chlebek… Po przerwie kilku młodzieńców przechadzało się też po trybunie ze złotym z pianką w plastikowych kubkach. Nie wiemy jednak, czy zakupili w wyżej wymienionym punkcie, czy w barze działającym w basenie tuż obok stadionu (jest bezpośrednie przejście).

 

WC:

Stały toi toie, chyba coś działa też w budynku klubowym. Nie sprawdzaliśmy.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Szału nie ma, ale i tak duży sukces, że udało się uruchomić, bo dotychczas podczas naszych wizyt na stadionie w Nowym Dworze Mazowieckim trzeba było liczyć na własną przytomność umysłu lub na spikera.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Średnio około 120–150 osób w młynie. Różnie to wyglądało w różnych momentach meczu, a raczej eskalacji wymiany uprzejmości z gośćmi. Dwie klasyczne flagi plus jedna ze wsparciem dla chorych. Powisiały 15 minut. Po próbie przechwycenia przez Widzew na płot wróciły dosłownie na kilka chwil.

Doping średni, dość monotonny, widać brak treningu, bo już dawno takiego młyna na meczu Świtu nie było. Liczyliśmy po cichu na piro, ale o efekty wizualne zadbali tylko mundurowi.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Pełna klatka. Na początku meczu wydawało się, że jest w niej dwa razy więcej osób niż w młynie gospodarzy.

Jedna flaga, również zdjęta po kwadransie. Za to wtedy goście mogli się poczuć dużo bezpieczniej 😂

Był bęben, pozdrowienia dla Ruchu Chorzów, Wisły Kraków i Elany Toruń. Doping też bez rewelacji.

 

TEKST MECZU:

– A pan to komu kibicuje?

Wpuszczający nas na stadion pan ochroniarz był wyraźnie niepocieszony, że ktoś mu tu miesza w głowie dowodem osobistym wydanym w innym miejscu niż Nowy Dwór Mazowiecki i Łódź. Najważniejsze jednak, że się dogadaliśmy.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Piona dla szefów Świtu, że nie wydurniali się z żadnym remontem sektora gości czy innymi wybiegami prawno-administracyjnymi i jak cywilizowani ludzie zorganizowali wszystko jak należy. I pewnie – mimo chwilowego zamieszania na trybunach – nie żałują. Trochę głupio chwalić normalność, prawda?