Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Sygnał – Tur made by Wagon Trzeci.

22.4.17, klasa okręgowa lubelska, grupa Lublin, Sygnał LublinTur Milejów 4:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

415 (w jedną stronę), koleją, z jedną przesiadką. W takie dni stwierdzam, że to jednak hobby dla pojebów, bo kto normalny wstaje o 2:30 w nocy, żeby dojechać na mecz piątej ligi w drugim końcu Polski? Przy okazji przesiadki strzeliłem też pierwsze piwo w dworcowej knajpie, w towarzystwie spotkanego chwilę wcześniej redaktora z brodą zaplecioną w warkocz. Była 6:58…

 

BILETY:

Tak dobrze nie ma, ale jak ktoś koniecznie chce pamiątkę, to może zerwać plakat z bramy. Zawsze coś.

 

SPIKER:

Nie dotarł, niezbędne fakty ustaliliśmy dzięki spotkaniu z kolegami pana redaktora operującymi na co dzień w rejonie Lublina.

 

Z PIWEM NA STADION:

Jako, że jechałem do matecznika jednej z moich ulubionych piwnych marek, sprawa wydawała się oczywista. I była.

Po kilkutygodniowej karencji musi nastąpić odbicie. Sygnał Lublin – Tur Milejów i Wagon Trzeci z gronem ekspertów. #meczing #stadioning

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 22 kwietnia 2017

 

CATERING:

Nic, ale niedaleko działa sklep niemieckiej sieci znany z organizowania zbiorowych walk o gumowe laczki, stacja benzynowa oraz niepozorna… smażalnia ryb. Wybór w tej ostatniej całkiem niezły, choć lodówki w sobotnie przedpołudnie były przełowione jak mazurskie jeziora. Załapałem się jednak na ostatnią tuszę miętusa i muszę przyznać, że była to jedna z najlepszych ryb, jakie w życiu jadłem.

 

WC:

Być może w budynku klubowym, na trybunie nic i trzeba było lać za murkiem. Miejsce tylko częściowo osłonięte, ale jak ktoś wypije pierwsze piwo o 6:58 to różnicy mu to już nie zrobi.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie było, na szczęście wynik nie zmieniał się zbyt dynamicznie i nie zdążyłem się pogubić.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Jeżeli picie piwa na stadionie o 11 przed południem uznamy za zorganizowaną formę, to było przyzwoicie. A jeżeli nie, to nie ma o czym mówić.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Zajebiście się maskowali, bo nie dali się rozpoznać.

 

TEKST MECZU:

 

– Naszą lokalna lepszą wersję sprzedają w brązowych butelkach.

– Szkoda, że takich nie było w sklepie.

Lokalni przewodnicy uświadomili nam, że występuje gatunek perłopławów sprzedawany w brązowych butelkach, tylko na rynek wewnętrzny. Byłem bardzo zdziwiony i żałowałem, że na takie nie trafiłem, dopóki nie spojrzałem na trzymaną w ręku butelkę kolejnego wypijanego piwa. Była brązowa.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Mecz jak mecz, w pierwszej połowie kompletne nieporozumienie, bramki na osłodę padły dopiero w drugiej. Na szczęście klimatyczny obiekt uratował końcowe wrażenie.

No i ten smażony miętus po meczu… mmmmm.