Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Szubinianka – Unia made by wagon pierwszy.

19.8.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa II, Szubinianka SzubinUnia Gniewkowo 1:5.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

55 (w jedną stronę), samotnie w roli kierowcy. Usilnie namawialiśmy kumpla, w towarzystwie którego morda na ogół nie przestaje nam się śmiać, ale niestety jego obowiązki zawodowe nie pozwoliły nam logistycznie dopiąć przedsięwzięcia. Może następnym razem…

Te 55 kilometrów wśród całkiem sympatycznych okoliczności przyrody, to jednak była tylko truskawka na torcie. Wcześniej, tego samego dnia, musieliśmy machnąć 400, by wrócić z urlopu. Czego się jednak nie robi dla uczestnictwa w wielkim piłkarskim święcie!

 

BILETY:

5 złote.

Cena i stylistyka nie zmieniły się od naszej pierwszej wizyty na meczu w Szubinie. Sposób dystrybucji (dwaj panowie przy bramie, jeden wydaje bilet, drugi kasuje forsę i bez pokwitowania wrzuca do kieszeni) również. Tym razem jednak nikt nie kazał nam kupować wejściówki (a w zasadzie wjazdówki) dla naszego wiernego mechanicznego towarzysza. Może promocja była?

 

SPIKER:

Chyba ten sam, co w kwietniu 2016. Najpierw z kilkoma błędami odczytał skład gości, po czym zamilkł i po kilku minutach, już w trakcie meczu, przypomniał sobie, że wypadałoby też podać zestawienie gospodarzy. Później już się nie wsłuchiwaliśmy, co zresztą bardzo ułatwiało nam nagłośnienie. Chyba się lekuśko wtyczka od mikrofonu poluzowała, bo umilające oczekiwanie na spotkanie oraz przerwę hity, z „Moja mała blondyneczko” na czele, brzmiały wręcz audiofilsko.

 

Z PIWEM NA STADION:

Bez problemu. W naszym rewirze raczono się głównie wykwintnym Kuflowym.

Wprowadzano też trunki o nieco mocniejszym woltażu, ale wszystko z poszanowaniem zasad BHP i fair play.

 

CATERING:

Przyznamy uczciwie, że zbyt dociekliwie nie szukaliśmy (właściwie to w ogóle). Z naszego miejsca jednak żadnych poszlak sugerujących, że na stadionie można się zaopatrzyć w coś do żarcia lub picia nie dostrzegliśmy. Twardych dowodów tym bardziej. Stadion leży nieco na uboczu, więc z pieszą wyprawą do sklepu w przerwie można się nie wyrobić.

 

WC:

Pewnie na takim wychuchanym stadionie jest, ale nie mieliśmy potrzeby sprawdzania. Sąsiadujące z nami towarzystwo też. Zdecydowanie preferowano plener.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie zauważyliśmy.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Ani śladu. W dodatku cierpliwość części sympatyków gospodarzy dla ich ulubieńców skończyła się około 70. minuty po golu na 0:3.

Nara!

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Niezawodny Sektor C.

Oprócz tego zacnego grona także kilka, może kilkanaście osób. Zorganizowanego dopingu wprawdzie nie było, ale głośność i częstotliwość zagrzewających do boju okrzyków rosła z każdym golem. Pan sędzia asystent też swoje usłyszał. Generalnie – tak jak lubimy. Wiedzieliśmy, gdzie usiąść…

 

TEKST MECZU:

– Byłem na urlopie w Gdańsku. To znaczy na urlopie… Urlop to ja mam ciągle.

Z rozmowy dwóch zasiadających nieopodal panów. Podoba nam się taki plan na życie.

 

TEKST MECZU 2:

– Jak jo chodziłym na tyn stadion, to ciebie kogut za małygo po podwórku prowodzoł!

Rzecz była o stadionie Goplanii Inowrocław, a merytorycznymi argumentami przerzucali się szanowni członkowie Sektora C.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Jeśli ktoś ma ochotę pooglądać trochę dobrej piłki, polecamy mecze Unii Gniewkowo. Serio. Widzieliśmy w tym sezonie oba ligowe (a pewnie w sobotę zobaczymy trzeci) i nam się podobało. Pressing, tempo, cierpliwe budowanie akcji, prostopadłe podania, 14 goli w dwóch meczach. Wiadomo, że to jeszcze nic nie oznacza, bo rywale mogą podobny oklep zbierać od wszystkich, a Unia równie dobrze w kolejnych pięciu meczach może zagrać totalny paździerz, ale coś nam się wydaje, że niekoniecznie. Oczywiście, to tylko okręgówka (a jeszcze kilka tygodni temu Serie A), ale wygrać 12 meczów z rzędu to nawet na konsoli niełatwo. Jeśli już nawet my zauważyliśmy, że jakaś drużyna nieźle kopie (a generalnie nas to – delikatnie mówiąc – nie rusza, nie po to jeździmy na mecze), to chyba rzeczywiście coś jest na rzeczy.