Z cyklu „Uprzejmie donoszę” – 13.04.2017, GKS Tarnovia Tarnowo Podgórne – Luboński 1943 KS 11:1 (2:0), IV liga wielkopolska, północ, by Student.

 

W tym meczu zmierzyły się dwie skrajnie różnie drużyny. GKS Tarnovia, składająca się z paru byłych zawodników Lecha, w którym zapewne skończą karierę, oraz z młodych zawodników z gminy, z którymi redaktor kopał piłkę na boisku w podstawówce. Natomiast zawodnicy Lubońskiego to jakiś konglomerat piłkarzy, którym totalnie nie idzie gra. Dotychczasowe wyniki mówią same za siebie, 6 punktów po 20 meczach. Szykowało się jednostronne widowisko.

Na obiekt w Tarnowie Podgórnym wspólnie z dwoma wybitnymi ekspertami dotarliśmy niesłusznym transportem jakim jest auto, jednak z powodów technicznych było to wskazane. Stadion czwartoligowca nie zrobił na nas jakiegoś większego wrażenia. Ot, jedna trybuna wzdłuż boiska na mniej więcej 200 miejsc.

Jednak wrażenie zrobiła na nas klata dla kibiców gości, która akurat na tym spotkaniu nie była potrzebna.

Co do frekwencji, jak na czwartek, godzinę 17.00, to wynik był całkiem solidny. Redakcja zgodnie ze wszystkimi normami naliczyła 58 kibiców na trybunie, z czego dwóch z zespołu Lubońskiego. Warto nadmienić o powstaniu nowej trybuny samochodowej wzdłuż ul. Zielonej, z której mecz obserwowało dodatkowo 6 widzów plus od 37. minuty także skład reporterski. Na pochwałę zasługuje także przygotowanie murawy. Tak ładnego boiska już dawno nie widzieliśmy. W kwestii cateringu w postaci złotego płynu, wyjątkowo się powstrzymaliśmy. Wprawdzie na wejściu stali poważni panowie ochroniarze, jednak przypuszczamy, że nie robiliby specjalnych problemów. Do najbliższego sklepu jest raptem dwie minuty drogi.

Był spiker, i to w zasadzie tyle. Suche fakty, pełna profeska. Po każdej bramce leciała przez 20 sekund „Vamos a la Playa”, a następnie rzeczony jegomość podawał strzelca bramki. Za to takich kwestii technicznych bardzo spodobała nam się tablica wyników. Ogromny telebim, wszystko pięknie widać. Wielkie brawa.

Może wypadałoby powiedzieć coś o meczu. Zgodnie z oczekiwaniami spotkanie przebiegało pod dyktando gospodarzy, jednak zawodnicy gości dość długo odpierali ataki, nie dając sobie strzelić gola. Albo inaczej. Wynik w 27. minucie, po chyba 24. dośrodkowaniu z prawej flanki otworzył weteran polskiej ekstraklasy Zbigniew Zakrzewski. Cztery minuty później podwyższył na 2:0 i takim wynikiem zakończyła się pierwsza połowa, która pożegnała piłkarzy jak i kibiców ulewą, dlatego redakcja czmychnęła do autka.

Wydawało się, że taki wynik nawet jest satysfakcjonujący dla drużyny przyjezdnych. W przerwie wśród trzyosobowego składu zostało przeprowadzone małe obstawianie. Ja obstawiałem, że Luboński strzeli gola. Pozostali bawili się w liczbę bramek.
Na drugą połowę, ku zaskoczeniu kibiców, nowym outfitem pochwalili się sędziowie, zmieniając żółte na czarne trykoty. W 51. minucie na 3:0 ponownie strzelił popularny „Zaki” i mógł pochwalić się klasycznym hat-trickiem.  Po dwóch minutach podwyższono na 4:0. Nagle, w 55. minucie, Luboński KS w swojej może czwartej składnej akcji, strzelił z mniej więcej 27 metrów w światło bramki, co spowodowało zmianę wyniku. Jednak to właśnie ten gol podciął skrzydła gościom. Dalej było już tylko nudniej. Jednak warto pochwalić postawę gości w ostatnich 13 minutach, w których stracili pięć bramek. Czapki z głów chłopaki.

To był pierwszy w mojej karierze kibica wynik dwucyfrowy, tym bardziej cieszy fakt, że w IV lidze.

Plusy: zwycięstwo lokalsów, ładna murawa i telebim, możliwość oglądania z trybuny samochodowej.

Minusy: jednostronność spotkania, nudna trybuna, fatalny utwór po golu.

Ocena końcowa: 5,5/10.