Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu TKKF – Błękitni II made by Wagon Trzeci.

28.5.17, Klasa B małopolska, grupa Kraków II, TKKF Kliny – Błękitni II Modlnica 1:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

12 (w jedną stronę), komunikacją miejską z tymczasowej bazy wypadowej. Przejazd z kartofliskowym redaktorem na pełnej świeżości, tak charakterystycznej dla niedzielnego przedpołudnia. Nawet nie pamiętam, czy jechaliśmy z przesiadką czy bez 😛

 

BILETY:

Żeby sprzedaż biletów miała jakikolwiek sens, niezbędna jest podstawowa infrastruktura typu ogrodzenie stadionu. Na obiekcie krakowskiej Victorii, na której rozgrywany był ten mecz, ogrodzenie wygląda tak

 

SPIKER:

Spodziewacie się spikera po tym, jak widzieliście bramę wjazdową?

 

Z PIWEM NA STADION:

W relacjach z niskich lig część naszych stałych punktów jest chyba trochę nie na miejscu, bo odpowiedzi są oczywiste do wyrzygania. I to jest właśnie jeden z takich punktów.

TKKF Kliny Kraków – LKS Błękitni Modlnica II. Serie B o 11 w niedzielę zawsze na świeżości. #meczing #stadioning

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 28 maja 2017

Tym razem rzygających z nadmiaru nie stwierdzono.

 

CATERING:

Do najbliższego sklepu kawałek jest, ale to akurat przewidzieliśmy.

 

WC:

Klasycznie pod drzewem.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Już mi się nie chce maskować słowami braku takowej. Brak.

 

DOPING MIEJSCOWYCH/ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W szczytowym momencie mecz oglądało może z 15 osób. Część łapała opaleniznę

Część kryła się w cieniu drzew

Ochów i achów nie było słychać, stąd nie mam pojęcia, kto kogo darzył sympatią.

 

TEKST MECZU:

Przecież on jest kompletnie ślepy, ma chyba -5, albo -6.

Okazuje się, że w niskich ligach nie tylko sędziowie mają problemy ze wzrokiem, bo jeden z zawodników gości też „nie widział problemów”. W niczym mu to jednak nie przeszkadzało, i gdyby go koledzy nie sprzedali, na pewno byśmy tego nie zauważyli.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Wierzcie lub nie, ale był to jeden z najlepszych meczów ósmej ligi, jaki w życiu widziałem, nawet to piłkę nożną przypominało. Akcje wyglądały na przemyślane, dostosowane do umiejętności zawodników i wykonywane często na sporej fantazji. Przy okazji zawody na boisku były mocno przegadane, ale to wpłynęło chyba na plus. Walki wręcz też trochę było. Ach ta krakowska piłka…