Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Tur – Okęcie made by wagon pierwszy.

14.10.17, Klasa A mazowiecka, grupa Warszawa III, Tur JaktorówOkęcie Warszawa 0:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

56 (w jedną stronę). W okolicznościach i towarzystwie następujących:

Większość trasy przebyliśmy autostradą, która do podziwiania nadaje się mniej więcej tak, jak my do pracy w Narodowym Centrum Badań Jądrowych. Ma jednak swoje zalety. Pół godziny i byliśmy na miejscu.

 

BILETY:

Nic… Jak zwykle ubolewamy, może nawet mocniej niż zwykle, bo wydawane z tego oto usytuowanego przy wejściu na stadion przybytku smakowałyby wyjątkowo.

No cóż, nie co dzień w mieście jest karuzela…

 

SPIKER:

Cisza w eterze. Na szczęście mieliśmy do kogo gębę otworzyć, chociaż w pewnym momencie pan redaktor też gdzieś niepostrzeżenie spindolił szukać lepszych ujęć. Ale się znalazł.

 

Z PIWEM NA STADION:

Można nawet cysternę. Porządkowi „na sztukę”, zresztą gdy wchodziliśmy na stadion to chyba jeszcze nikogo w gustownych kamizelkach nie było. Musieliśmy wyznaczyć trendy 😛

Z tych potencjalnych możliwości nic konstruktywnego jednak nie wyniknęło. Jeden nie mógł, drugi nie chciał… Wstyd.

 

CATERING:

W najbliższej okolicy stadionu chyba byłby problem, stosownego zaopatrzenia dokonaliśmy przed meczem w miejscu, którego nazwanie handlowym centrum Jaktorowa nie będzie chyba wielkim nadużyciem. Wokół parkingu kilka sklepów, a w nich wszystko, czego kibicowska dusza i żołądek zapragną. No może prawie wszystko. Ale alkohol, mięso, owoce, warzywa i pieczywo na pewno można nabyć. My zajrzeliśmy do piekarnio-ciastkarni po coś na słodko. Niebo w gębie to to może nie było, ale zbrodnia na podniebieniu też nie.

 

WC:

Toi toi przy znanym już blaszanym baraku.

Do środka jednak nie zaglądaliśmy. Co mieliśmy zrobić, zrobiliśmy w lasku obok samochodu, który zaparkowaliśmy przy stadionie.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety, w Jaktorowie o kibiców mających problemy z pamięcią i/lub niedysponujących własnym czasomierzem się nie dba.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Z przytupem. Mecz się jeszcze dobrze nie zaczął, a już płonęło. To lubimy.

Z dopingiem było różnie, im bliżej końca meczu, tym gorzej, ale piro i oprawy zrekompensowały niedostatki wokalne. Będą z nich ludzie 😛

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Trochę skromniej. Ale tylko trochę.

No i dopiero po meczu dowiedzieliśmy się, że byliśmy świadkami historycznego wydarzenia – zawarcia sztamy Okęcia z Huraganem Wołomin. Między innymi dlatego towarzystwo zwinęło siebie i majdan sporo przed końcem meczu. Spieszyli się umacniać więzi na meczu Huraganu w Wyszkowie.

 

TEKST MECZU:

– Szesnastka, masz już pół żółtej kartki!

Pan sędzia chyba testował jakąś nowinkę w przepisach.

 

TEKST MECZU 2:

– Ale szkoda tej sytuacji…

– No szkoda, ale jakbym wszystko strzelał, tobym w ekstraklasie grał.

– Ale ty nic nie strzelasz.

Uwielbiamy takich lisów pola karnego.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Pan redaktor kartofliska.pl to jednak wie, co w trawie piszczy i gdzie bardziej warto pojechać (bo chyba nikogo nie musimy przekonywać, że warto wszędzie). Dzięki wyprawie do Jaktorowa przekonaliśmy się też, że może być coś lepszego niż mecz o 11. Na przykład mecz o 10. Zwłaszcza z piro.