Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Unia – Piast made by wagon pierwszy.

12.8.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa II, Unia Gniewkowo – Piast Złotniki Kujawskie 9:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

150 (w jedną stronę), oczywiście autem w charakterze szofera. Zwykle wyprawa na mecz w Gniewkowie to dla nas całe 1,5 kilometra, ale okoliczności wakacyjne i życiowe (po drodze byliśmy jeszcze na pogrzebie) napisały nieco inny scenariusz. Ale Boże broń nie użalamy się tutaj nad sobą. Raz, że kilometrówka bije, a dwa – podejrzewamy, że gdyby na inaugurację sezonu Unii w okręgówce po trzech latach w Serie A (nigdy więcej!) trzeba było przejechać i 1500 kilometrów, też pewnie byśmy się na to zdecydowali.

 

BILETY:

Wreszcie. Był awans sportowy, to i organizacyjnie wskakujemy na wyższy szczebelek. Zamiast puszki na „co łaska” znów mamy więc regularną dystrybucję wejściówek z kultowej już dla niektórych kasy,

niezawodną i równie kultową ręką pana Miecia. Mieciu (a co tam, jesteśmy na ty, to się pochwalimy), dziś legenda Unii, przez lata budowanie tej legendy łączył z prezesowaniem w Błękitnych Lipie. Tak, tak – był kiedyś taki klub, nawet do dziś pozostały po nim zgliszcza boiska. No i przede wszystkim w naszej pamięci jedna z najlepszych stadionowych zaśpiewajek, jakie kiedykolwiek usłyszeliśmy, wznoszona czasem przez kibiców Unii – „Błękitni Lipie to napis na pipie”. No dobra, może przez jednego kibica, nie mniej kultowego niż Mieciu.

A wracając do biletów, to jakby tworzyły pomost między czasami, gdy Unia występowała w IV lidze, a obecnymi. I słusznie, nie ma co marnotrawić magazynowych zapasów. Lekki tuning i do obiegu.

Ceny niewygórowane.

 

SPIKER:

Kilka razy spotkaliśmy się już z opiniami, wygłaszanymi przez niezależnych ekspertów, że na Unię warto przyjść nawet tylko po to, by posłuchać pana spikera. Podpisujemy się pod nimi wszystkimi możliwymi członkami. W przerwie między sezonami nic nie stracił ze swoich niezaprzeczalnych walorów. Gniewkowski Tadeusz Sznuk.

Próbkę macie na początku tej brawurowo zmontowanej produkcji filmowej.

 

Z PIWEM NA STADION:

Oj tam, oj tam.

Najważniejsze, że grzecznie i kulturalnie, w czym – podejrzewamy – spora zasługa budzącego respekt pana porządkowego.

Do niedawna jego obowiązki sprowadzały się do podawania piłek zza bramki usytuowanej przy wale, ale po zamontowaniu piłkochwytów te usługi przestały już być potrzebne (ehhh, te mechanizacja i automatyzacja). Na szczęście pan Piotr nie trafił na śmietnik historii, lecz za linię boczną.

 

CATERING:

Chyba coś złego dzieje się na linii Unia – pobliski sklep, bo już któryś raz z rzędu gospodarz stadionu w przerwie nie otworzył furtki umożliwiającej radykalne skrócenie drogi do wodopoju. Być może dlatego, że za furtką powstało boisko treningowe, które wygłodniałe i spragnione stadionowe towarzystwo mogłoby nieco sfatygować. Tak czy inaczej – do sektora C, w którym stacjonowaliśmy, w przerwie dotarły świeże produkty spożywcze, między innymi cieszące się ogromnym powodzenie czipsy. Ich pochodzenia jednak nie badaliśmy.

 

WC:

Mająca może niewiele wspólnego z normami BHP, ale za to bardzo praktyczna zasada „w tył zwrot, dwa kroki pod płot naprzód marsz”, nadal obowiązuje.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Ze źródeł zbliżonych do ścisłego kierownictwa klubu wiemy, że niezobowiązująco zastanawiano się nad zakupem skromnego gadżetu, ale uznano, że na razie są pilniejsze wydatki. Pozostaje więc liczyć samemu lub na niezawodnego pana spikera.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Skromnie. Flaga tym razem wisiała przy ławce rezerwowych, nie było też piro i zorganizowanej grupy z bębnem, aktywnej pod koniec ubiegłego sezonu. Życiowych mądrości, anegdot, trash talkingu, śmichów-chichów i tej ogólnej, trudnej do zdefiniowania luźnej atmosfery na szczęście jednak nie zabrakło.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie stwierdziliśmy, ale jesteśmy usprawiedliwieni, bo nawet jeśli dotarli, to prawdopodobnie oglądając poczynania swoich ulubieńców zapadli się pod ziemię.

 

TEKST MECZU:

– Moja dzisiej mówi do mnie: „A ty znowu wrócisz tak jak ostatnio?”. A jo na to: „Dzisiej bydzie jeszcze gorzy”.

Pan kibic Unii, ekspert w relacjach damsko-męskich.

 

TEKST MECZU 2:

– A ty co tak cicho siedzisz?

– Jeszcze za mało wyjebalim.

Pan kibic Unii, ekspert z dziedziny laryngologii.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

7,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Niewykluczone, że byliśmy uczestnikami historycznego, ostatniego meczu na Parkenstadion rozgrywanego w takich okolicznościach. Wkrótce to zdjęcie może nabrać jeszcze większej sentymentalnej wartości.

Wśród widowni dało się bowiem słyszeć, że miejscowy burgermajster dał zielone światło, a przede wszystkim zielone banknoty, na budowę nowej trybuny. Podobno kolejne spotkanie w Gniewkowie kibice Unii mają oglądać zza ławek rezerwowych, bo tu, gdzie rezydują obecnie, będą już trwać prace. Ile w tym prawdy? Cholera wie. Oby tylko nie spierdolono charakteru tego miejsca jakimś potworkiem z filarami albo dachem utrudniającymi oglądanie widowisk lub innymi pseudowynalazkami. Oczywiście, klimat na stadionie tworzą przede wszystkim ludzie, a o nich jesteśmy spokojni, ale architektura może ten klimat potęgować lub tłamsić. Pewnie już wszystko „przyklepane”, ale gdyby ktoś był zainteresowany, chętnie wskażemy przypadki z obu kategorii. Chociaż w sumie – co my wiemy? Oglądamy przecież łącznie tylko jakieś 250 meczów w sezonie…