Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Unia – Start made by wagon pierwszy.

28.10.17, liga okręgowa kujawsko-pomorska, grupa II, Unia GniewkowoStart Radziejów 2:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

53 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Brześciu Kujawskim. Środek lokomocji, trasa i skład bez zmian. Podobnie jak nasze ofensywne nastawienie i niegasnąca żądza atmosfery wielkiego piłkarskiego święta. W Gniewkowie to zazwyczaj norma, więc humory dopisywały.

 

BILETY:

Wciąż 5 zł. Ostatnio obawialiśmy się, że w wyniku uszkodzenia ogrodzenia niemal na całej długości trybuny, część fanów może wybrać darmową drogę przez chaszcze zamiast oficjalnej procedury zakupu biletu i cywilizowanego wejścia przez bramę. No i musimy sobie wypłacić karnego liścia za powątpiewanie w etos kibiców Unii Gniewkowo. Zameldowaliśmy się na stadionie mniej więcej kwadrans przed rozpoczęciem meczu, jeszcze przed przybyciem zdecydowanej większości później obecnych i nikogo przeprowadzającego nielegalny desant na Parkenstadion nie zauważyliśmy. Wygląda więc na to, że Gniewkowo coraz lepiej umieją w „support your local football team”.

Brawo.

 

SPIKER:

Że pan rezydent Grzegorz umie w spikerkę pisaliśmy już około 84 razy. Nic się przez tydzień nie zmieniło. Nadal uczta dla ucha.

 

Z PIWEM NA STADION:

Pod żadnym pozorem, niech ręka boska broni. Jedynie mineralna w szklanych półlitrowych butelkach.

 

CATERING:

Wciąż brak, co tym razem odczuliśmy (na szczęście nieboleśnie) na własnym żołądku, bo pod koniec meczu włączyło się niezłe ssanie, a mieliśmy przy sobie tylko mineralną i to w butelce plastikowej. Między meczami nie bardzo był czas uzupełnić kalorie czy choćby zrobić zapasy. To znaczy może i był, ale woleliśmy przyjechać wcześniej wdrażać się w klimat i posłuchać prezentacji w wykonaniu pana Grzegorza. Kwestia priorytetów.

 

WC:

Nic. Trzeba liczyć na dobroduszność zarządzającego stadionem pana Sylwestra, który decyduje o być albo nie być w budynku klubowym. Nie słyszeliśmy wprawdzie, by kiedykolwiek komukolwiek odmówił gościny, ale czasami trzeba ją przesunąć o kwadrans, bo wszystkie toalety znajdują się w szatniach, zajmowanych w tym czasie przez panów piłkarzy oraz sędziów.

Dla mniej wymagających, po obaleniu płotu, pojawiło się znacznie więcej plenerowych opcji.

Ale my i tak tęsknimy za niepowtarzalną płotoaletą.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nadal brak na stanie.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Około 20 osób skupionych wokół bębna.

Forma raczej średnia. Aktywność wykazana tylko kilka razy i to też bez spektakularnych popisów. Ale może wkrótce towarzystwo znów się rozrusza. Będzie nowy bodziec. Poszła zrzutka na flagę.

Ciekawe, czy chłopakom uda się ogarnąć temat jeszcze przed ostatnim meczem rundy jesiennej.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

W dokumenty nikomu nie zaglądaliśmy, ale i nawet bez tego śmiemy twierdzić, że osób dających się zakwalifikować pod tę kategorię na stadionie zabrakło.

 

TEKST MECZU:

– Wiechu chyba już zdrowy. Dopiro co był osim dni w szpitalu, bo krwium pluł, ale widzę dzisiej wódkę z gwinta pije, to chyba już zdrowy…

Kibice Unii drobnymi dolegliwościami nie zamierzają się przejmować. Zdrowia, panie Wiesławie!

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Znów posłuchaliśmy trochę o dawnych dziejach ruchu kibicowsko-chuligańskiego w Gniewkowie. I choć zdecydowaną większość tych historii znamy już doskonale, to z ust uczestników – ba! głównych aktorów! – brzmią zawsze świeżo i zabawnie. Zwłaszcza że to nie my byliśmy właścicielami demolowanych po meczu koszykówki Harmattan Gniewkowo – KK Kruszwica samochodów.

Pięknie było.