16 marca 2019, godz. 13:00, 18. kolejka kujawsko-pomorskiej IV ligi, Gniewkowo, ul. Parkowa 2b.

UNIA GNIEWKOWO – WŁOCŁAVIA WŁOCŁAWEK 0:0.

MECZ NR: 9/100.

PRZEJECHANE KILOMETRY: 275. Można trochę krócej, ale za to co najmniej pół godziny dłużej. Autostrady to jednak prawilny wynalazek. Zwłaszcza ich darmowe odcinki.

TEMPERATURA: 10 stopni Celsjusza.

BILETY: 5 zł.

Druczki pamiętają jeszcze poprzedni pobyt klubu z Gniewkowa w IV lidze (lata 2009–13). Gdy zespół występował w klasie okręgowej (2013/14 i 2017/18), chałupniczo markerem przerabiano „IV” na „V” i też służyły. Podczas trzech sezonów w Klasie A (2014–17) wstęp na mecze Unii był darmowy. Przy wejściu stała jedynie puszka na „co łaska”.

Tym razem zdjęcia kasy nieopatrznie nie wykonaliśmy, ale mamy coś ze starych zapasów.

Zapewniamy – nic się nie zmieniła.

SPIKER: Niezawodny pan Grzegorz Przygodziński, jeden z symboli gniewkowskiego klubu w ostatnich dziesięcioleciach.

Kiedyś był bramkarzem, boiskowy pseudonim „Grobbelaar” (oczywiście od nazwiska pochodzącego z Zimbabwe bramkarza Liverpoolu), później chwycił za mikrofon i przez lata wypracował charakterystyczny, niepodrabialny styl, bez którego kibice z Gniewkowa chyba nie wyobrażają sobie meczów przy ulicy Parkowej.

Do meczu z Włocłavią pan Grzegorz jak zwykle był wzorowo przygotowany.

Ręczne notatki, stara szkoła. Tu nie ma miejsca na prowizorkę.

Żarty żartami, ale dzięki tym notatkom powstała niejedna praca licencjacka i magisterska. Pan Grzegorz jest bowiem bardzo skrupulatnym kronikarzem dziejów swojego ukochanego klubu. Gdyby ktoś szukał starych wyników i strzelców goli – polecamy!

Kończąc wątek pana Przygodzińskiego godzi się jeszcze poinformować, że zarabia on na chleb prowadząc autobusy i zdarzały się sytuacje, że piłkarzy Unii na wyjazd wiózł spiker z ich stadionu.

CATERING: Brak. I to trochę bolączka kibiców Unii, bo stadion leży na uboczu miasta, a jedyny pobliski sklep zamknięto kilkanaście miesięcy temu i teraz do najbliższego trzeba maszerować mniej więcej kwadrans. Wybrany w lutym nowy zarząd Unii poważnie myśli jednak nad postawieniem grilla przy nowej trybunie i mocno kibicujemy tej inicjatywie.

TABLICA WYNIKÓW: Nie ma.

TOALETA: Dwa toi-toie, po obu krańcach trybuny. W jednym prawdopodobnie ukryto słynny Złoty Pociąg albo Bursztynową Komnatę. Z pewnością była to najlepiej strzeżona tego dnia toaleta w kraju.

Na obiekcie zachował się jeszcze relikt stadionowej architektury, ale podczas meczu Unia – Włocłavia nawet najbardziej zdeterminowani fani tego typu wygódek nie mieli szans, by z niego skorzystać.

 

Mecz, na którym gościliśmy w Gniewkowie w ramach „100 meczów na 100-lecie PZPN”, był dla gospodarzy historyczny. Po latach infrastrukturalnej mizerii i miesiącach opóźnień towarzyszących budowie, na Stadionie Miejskim im. Mariana Teppera w końcu stanęła trybuna, której gospodarze nie muszą się już wstydzić przed przybyszami z zewnątrz.

Wcześniej wyglądało tu mniej więcej tak.

OK, w razie niepogody kibice wciąż zmokną (na razie stoją tylko filary, a w budżecie gminy Gniewkowo na 2019 rok nie zaplanowano pieniędzy na położenie na nich dachu), ale nie ma wątpliwości, że wszystko idzie w dobrą stronę.

W klubie obawiano się spotkania z Włocłavią od strony organizacyjnej. Jeśli w ostatnich latach na mecze do Gniewkowa przyjeżdżali fani gości, to garstka i niezorganizowani. Teraz na stadionie zameldowała się ponadstuosobowa grupa, której sympatie kibicowskie zupełnie nie pokrywają się z tymi wyrażanymi przez miejscowych.

I choć „uprzejmości” wymienianych przez obie strony nie brakowało, ani przez moment sytuacja nie zmierzała w stronę, w której ktoś na stadionie mógłby poczuć się zagrożony.

Obrazem metamorfozy, którą w ostatnich kilku latach przeszła piłka nożna w Gniewkowie, jest nie tylko nowa trybuna. W klubie złapano idealny balans między wpływami osadzonych w nieco innej epoce zasłużonych działaczy (wciąż Unii bardzo potrzebnych i mających niezaprzeczalne zalety oraz kontakty), a patrzącym odważnie do przodu młodszym pokoleniem z mnóstwem pomysłów i energią do działania. Jak na IV ligę Unia ma wzorowo prowadzoną stronę internetową i facebookowy fanpage, fani spory wybór gadżetów, a klub chętnie angażuje się i kreuje akcje charytatywne, marketingowe i prozdrowotne. Zbiórka pieniędzy i prezentów świątecznych, a później odwiedziny piłkarzy w hospicjum dla dzieci, wielki turniej integracyjny Unia Cup, wręczanie „na mieście” kwiatów paniom z okazji Dnia Kobiet i zapraszanie ich na mecz czy dedykowane młodym piłkarzom i ich rodzicom spotkanie z dietetykiem sportowym – to tylko kilka ostatnich przykładów pokazujących rozmach, z jakim działają ludzie zaangażowani w funkcjonowanie Unii. Nie jest to wyważanie otwartych drzwi i przedsięwzięcia niedostępne dla innych klubów o podobnym potencjale. Z jakichś powodów jednak zdecydowana większość ich nie podejmuje. W Unii jest inaczej i widać tego efekty. Frekwencja na stadionie rośnie, wyniki sportowe pierwszego zespołu i pięciu drużyn młodzieżowych są coraz lepsze, a wokół klubu zawiązała się prawdziwa społeczność. Na listopadowym meczu z Kujawiakiem w oddalonym od Gniewkowa o około 90 kilometrów Kowalu Unię wspierało około 80 jej kibiców. Na stadion przy ulicy Parkowej przychodzą osoby nigdy specjalnie za piłką nożną nieprzepadające. Jak mawia Tomasz Hajto – „to są te detale”.

Unia ma też ciekawą drużynę. W klubie nie ma pieniędzy na ściąganie zawodników z zewnątrz i płacenie im pensji. W podstawowej jedenastce na mecz z Włocłavią wyszło dziewięciu zawodników z Gniewkowa lub pochodzących z Wierzchosławic i Szadłowic, sąsiednich miejscowości z gminy Gniewkowo. W składzie jest dosłownie kilku torunian, znanych trenerowi Grzegorzowi Jerominowi z czasów wspólnej pracy w młodzieżowych zespołach tamtejszej Elany. Grają w jego zespole właściwie wyłącznie dla atmosfery i satysfakcji. Jeromin odważnie stawia na młodych piłkarzy, nie tylko z uwagi na skromną klubową kasę. W klasyfikacji Pro Junior System kujawsko-pomorskiej IV ligi Unia Gniewkowo zajmuje drugie miejsce, więcej punktów ma tylko praktycznie pogodzona już ze spadkiem Unia Solec Kujawski. Jeśli tak też zakończy się sezon, a klub z Gniewkowa utrzyma się w IV lidze, zarobi 35 tys. zł, co przy jego budżecie (w ubiegłym roku to nieco ponad 170 tys. zł na seniorów i pięć zespołów młodzieżowych) jest kwotą niebagatelną.

Mało który klub IV ligi może też pochwalić się posiadaniem w składzie triumfatorów Ligi Mistrzów, a tak jest właśnie w przypadku Unii. Arkadiusz Stępień, Łukasz Waligóra i Grzegorz Pakulski w październiku wygrali te rozgrywki w piłce nożnej sześcioosobowej w chorwackim Poreczu w barwach Dynamiku Herring Toruń. Wcześniej Stępień i Waligóra wywalczyli też mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski.

W Unii dzieje się więc nie najgorzej. Odbierający od nas pamiątkowy proporczyk prezes Tomasz Zielas, były wieloletni obrońca gniewkowskiego zespołu, może śmiało spoglądać w przyszłość.

Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności poproszenia o zapozowanie do fotografii także ojca prezesa, legendy Unii i bohatera jednego z naszych tekstów, pana Sylwka.

W Gniewkowie rozsądnie i z pomysłem budują solidny fundament pod piłkarskie dzieło, które ma przynosić mieszkańcom miasta emocje, satysfakcję i zaszczepiać w nich miłość do sportu przez wiele najbliższych lat. Wielu kibiców i działaczy doskonale pamięta niedawne czasy, gdy z powodu słabego zarządzania klub był na granicy likwidacji, a na rozsypujący się stadion na treningi, bez szkoleniowca, przychodziło trzech piłkarzy. Patrząc na to, jak dziś wygląda Unia, wydaje się, że to prehistoria.