Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Unia – Znicz made by wagon pierwszy.

29.4.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Unia GniewkowoZnicz Rojewo 5:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

1,5 (w jedną stronę), na własnych nogach, spacerkiem przez Gniewkowo. Wreszcie splot korzystnych okoliczności sprawił, że stała się rzecz niesłychana – piszący te słowa po raz pierwszy w rundzie wiosennej (a jeśli nas pamięć nie myli to nawet w całym sezonie) wychylił na meczu browara!

Wprawdzie jednego, ale za to półtoralitrowego i w dodatku zza południowej granicy. Normalnie jakby pan Jezusek bosą stópką po gardle przeszedł.

 

BILETY:

Znów puszka przy wejściu, do środka według uznania. Tym razem oferowano też szaliki w cenie 30 zł, więc nabyliśmy sztukę dla syna i uznaliśmy, że za tę kwotę z podniesionym czołem możemy udać się na z góry upatrzone miejsce w słynnym sektorze C.

 

SPIKER:

Ponownie niezawodnie pan Grzegorz, który najwyraźniej uznał – podobnie zresztą jak my – że podczas tak zwanej Majówki nigdzie nie wypocznie lepiej niż na Stadionie Miejskim im. Mariana Teppera w Gniewkowie. Zwłaszcza, że był to wypoczynek czynny, bo gdy 10 minut przed pierwszym gwizdkiem zbliżaliśmy się do celu, pan Grzegorz wyprzedził nas, nieśpiesznie pedałując na dwukołowym rumaku. Najważniejsze, że zdążył na stanowisko.

Co do warsztatu – cały czas ten sam entuzjazm, choć kiedyś było chyba więcej ciekawostek o przeciwnikach.

Pan Grzegorz dba nie tylko o oprawę słowną, ale też muzyczną. I w myśl zasady, że najbardziej lubimy piosenki, które już znamy, od lat katuje tę samą płytę pełną muzycznych rozmaitości – od techno rąbanki, po „Kamień z napisem love”. Gdybyśmy szukali didżeja na wesele, poważnie byśmy rozważyli tę kandydaturę.

 

Z PIWEM NA STADION:

Jak już pokazaliśmy na własnym przykładzie – nic się od naszej poprzedniej wizyty na meczu z Zootechnikiem Kołuda Wielka nie zmieniło.

Znów przyniesiono też coś z lokalnej piwniczki.

Zdecydowana większość korzystała z zaufania organizatorów jak na kulturalnych konsumentów widowisk sportowych przystało.

Również ku uciesze miłościwie nam notującego pana obserwatora.

Niestety, nie wszyscy.

Jednemu jegomościowi bąbelki nieco za mocno uderzyły do głowy i chyba chciał im oddać, ale trafił sąsiada. Później jeszcze kilkukrotnie poprawił leżącemu nogą, czego już z uwagi na czytające nas kobiety i dzieci nazywać po imieniu nie będziemy. Skoro nawet takie cipy w korach jak my, ostatni raz bijące się chyba w podstawówce, wiedzą, że to wbrew ulicznemu kodeksowi honorowemu, to co dopiero taki fifarafa… Cóż, kara była sroga i szybka, w postaci niezamierzonego kontaktu twarzy z trzyrzędowymi zasiekami z drutu kolczastego w ferworze walki pod płotem, a przede wszystkim – końca oglądania meczu.

 

CATERING:

Nie szukaliśmy i – przyznamy się bez bicia, co w opisanych powyżej okolicznościach chcemy szczególnie podkreślić – nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czy zamknięty podczas meczu z Zootechnikiem sklep znany każdemu szanującemu się kibicowi Unii tym razem służył pomocą w uzupełnieniu kalorii, a przede wszystkim mikroelementów i pierwiastków śladowych.

 

WC:

Pamiętacie, jak w podsumowaniu meczu z Zootechnikiem pisaliśmy, że na Unii to właściwie kibel jest wszędzie? Tak to właśnie wygląda.

Duży szacun za jazdę bez trzymanki :p

 

TABLICA WYNIKÓW:

W dwa tygodnie nie doposażono stadionu w tego typu gadżet.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Na trybunach, zwłaszcza w sektorze C, rojno i gwarno, ale do gromadnego skandowania czy śpiewania nie doszło. Były za to nieśmiałe próby ogarniania zorganizowanego wyjazdu na hitowe derby do Wierzchosławic. Z wypiekami na twarzy czekamy na wieści, czy się udało.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Chyba tylko ten pan, do niedawna piłkarz Znicza.

 

TEKST MECZU:

– W ostatni weekend nic, w tygodniu też nawet piwa nie wypiłem.

– Tylko żebyś nie popadł w abstynencję!

Faktycznie, trzeba uważać. Różne nieszczęścia chodzą po ludziach.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Przyznamy, że mieliśmy spore wątpliwości, czy pokazywać wam efekt szarpaczki w postaci pociętej i zakrwawionej twarzy. Raz że to jednak zdjęcia dość… hmm… nazwijmy je „kontrowersyjnymi”, a dwa – nie chcielibyśmy szkodzić Unii, bo przecież organizatorzy meczu, klubowi działacze i wszyscy inni związani z klubem są Bogu ducha winni tego incydentu. Ostatecznie się zdecydowaliśmy, bo uznaliśmy, że to też element „kultury” stadionowej i gdyby na przykład podczas meczu chłopak oświadczył się dziewczynie na trybunach albo boisku, na pewno byśmy o tym napisali, a to sytuacje – choć skrajnie różne – w podobnym klimacie. Nie bez znaczenia była też funkcja prewencyjna. Może następnym razem ktoś, komu przyjdzie do głowy w podobny sposób wyjaśniać nieporozumienia, zastanowi się drugi raz. Choć nie sądzimy :p Ciekawi jednak jesteśmy waszego zdania na ten temat.

A żeby zakończyć w stylu, do którego jesteście u nas znacznie bardziej przyzwyczajeni – kapitalne są kosze na śmieci na gniewkowskim stadionie. Stawiamy, że projektował Banksy.