Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Unia – Zootechnik made by wagon pierwszy (feat. wagon trzeci).

15.4.17, Klasa A kujawsko-pomorska, grupa Bydgoszcz II, Unia GniewkowoZootechnik Kołuda Wielka 7:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

5 (w jedną stronę), z poprzedniego meczu w Wierzchosławicach. Skład i trasa niezmienne – po prawicy brat, wokół głównie pola. Wagon trzeci podróżował autobusem po zakończeniu obowiązków służbowych i kilometrówkę rozlicza we własnym zakresie.

 

BILETY:

Tradycyjna w ostatnich latach, ustawiona na stoliku przy wejściu na stadion puszka, strzeżona przez pana Mietka, wyposażonego we wszelkiego rodzaju pełnomocnictwa.

#uniagniewkowo #gniewkowo #porządkowy #porzadkowy #steward #meczing #groundhopping #art

Post udostępniony przez Pociąg do Futbolu (@pociagdofutbolu)

Stawka jak w kościele – co łaska.

 

SPIKER:

Niezmiennie niezawodny pan Grzegorz, na co dzień zarabiający na chleb jako kierowca autobusów, zwany czasem na trybunach „Pekaesiokim”. Legenda Unii, bez dwóch zdań. Niestety, z uwagi na krótki czas dzielący mecze w Wierzchosławicach i Gniewkowie nie wysłuchaliśmy prezentacji, czego niezwykle żałujemy, bo to najczęściej niezapomniany spektakl. Dawno temu umówiliśmy się z kumplem na oglądanie Ligi Mistrzów i jakoś tak się poskładało, że siedliśmy przed telewizorem tuż przed pierwszym gwizdkiem. – Kurwa, nie zdążyliśmy na studio. Ja to prawie zawsze po studiu wyłączam – powiedział nasz towarzysz. Teraz byliśmy podobnie rozczarowani.

 

Z PIWEM NA STADION:

Wybór w karcie alkoholi godny restauracji z gwiazdką Michelin.

Co ważne – z dobrodziejstw przemysłu winiarskiego, browarniczego i monopolowego korzystano z poszanowaniem bliźniego, nie ucierpiały też zwierzęta ani infrastruktura stadionowa. Jedynie przybyła na widowisko piłkarskie młodzież mogła wzbogacić swój zasób polszczyzny o kilka sformułowań, których próżno szukać w słownikach PWN-u, ale krzywda z tego powodu się chyba nikomu nie działa. Naprawdę – z zasady alkohol na stadionach to nic złego. Inna sprawa, że czasem przydałoby się dołączać do niego instrukcję obsługi.

 

CATERING:

Nic, w dodatku – o zgrozo – sklep nieopodal, od lat będący Mekką spragnionych kibiców piłkarskich w Gniewkowie, był w czasie meczu zamknięty, o czym boleśnie na własnych nogach przekonał się żądny uzupełnienia zapasów swoich i kilku innych osób wagon trzeci. Na szczęście dla naszego towarzystwa była z nami matka karmiąca z prawem jazdy, która jakoś przebolała utratę kilkunastu minut wydarzeń boiskowych i zgodziła się pojechać po to i owo.

 

WC:

Jedno wielkie. Praktyka w Gniewkowie wygląda tak, że oglądający mecz na trybunie odwracają się o 180 stopni, robią dwa kroki w kierunku otoczonego krzakami płotu i leją. Gdyby jednak ktoś wymagał bardziej laboratoryjnych warunków, musi udać się na przeciwległą prostą do budynku klubowego i tam prosić kogoś dysponującego kluczami o miłosierdzie.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie ma, ale w tej roli doskonale sprawdza się pan spiker.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Atmosfera na trybunach kapitalna, śmichy-chichy na potęgę, ale jeśli chodzi o doping to mamy mały niedosyt. Ludzi na stadionie mnóstwo, zużycie płynnych uwalniaczy emocji na bardzo solidnym poziomie, tymczasem reakcje na boiskowe wydarzenia raczej letnie. Pewnie dlatego, że już po kwadransie wynik brzmiał 3:0 i nie było już za bardzo się czym ekscytować.

O dziwo, oszczędzono też zwykle wywołującego poruszenie na trybunach naszego wiernego czytelnika, bramkarza Zootechnika (a kiedyś Unii).

Pan Przemysław też był chyba rozczarowany, bo po przerwie nie wrócił już na boisko.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie zauważyliśmy ani nie usłyszeliśmy.

 

TEKST MECZU:

– Powidz Krzychowi, że go zajebie! Mijoł mnie niebieskim samochodym, machołym mu, a un nic!

Sensacyjnie spotkany na trybunie pan Maryś, nasz niedoszły towarzysz podróży z Wierzchosławic (szczegóły tu). Dodajmy, że Krzychu to nasz brat, z panem Marysiem umawialiśmy się my, a nie on, a obaj wracaliśmy razem białym samochodem. Poza tym wszystko się zgadza :p

A dla pana Marysia jeszcze wielkie słowa uznania za tempo regeneracji organizmu. Na Unii był nówka.

 

TEKST MECZU 2:

– Tyn to dopiro jest na bumbie! Dupa – sito. Coś o tym wiem, siedzę w tym sporcie od lat.

Wierny kibic Unii, ekspert od suplementacji, o tym zawodniku Zootechnika:

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

8,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

To nieprawdopodobne, z jaką dawką dobrego humoru, optymizmu, sympatii do ludzi i poziomem naładowania baterii wychodzimy zwykle z meczów w Gniewkowie. Ostatnio czytaliśmy o pewnym dziaduniu, któremu podczas meczu Ruchu Chorzów nie wytrzymało serducho i chłopinie zmarło się na stadionie. Od razu przyszło nam do głowy, że jeśli mielibyśmy sami wybrać sobie okoliczności zejścia z tego łez padołu, to chyba długo byśmy się nie zastanawiali…