Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Unia – Kłos made by wagon pierwszy.

17.6.17, IV liga lubelska, Unia HrubieszówKłos Chełm 0:2. Mecz rozegrano w Rożdżałowie.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

62 (w jedną stronę), samochodem w roli kierowcy, z bazy wypadowej na czas długiego weekendu pod Zamościem. Podróż fantastyczna, przy pięknej pogodzie, drogami, gdzie łatwiej o traktor niż TIR-a, ale wiele nie brakowało, a cały wyjazd ograniczyłby się wyłącznie do podziwiania uroków lubelszczyzny. Już szykowaliśmy się do wyjazdu do Hrubieszowa (wcześniej nawet sprawdzaliśmy możliwość dostania się tam tak zwaną komunikacją zbiorową, by chlapnąć sobie coś dla ochłody i kurażu), dosłownie wciągaliśmy buty na nogi, gdy coś podkusiło nas, by rzucić okiem na Twittera.

No i trafiliśmy na tego tweeta:

Jakiś impuls, instynkt, podświadomość. Chyba Bóg Futbolu kolejny raz chciał pokazać, że nas lubi (zresztą z bezgraniczną wzajemnością). No więc na szczęście ruszyliśmy gdzie trzeba, do Rożdżałowa. Z Hrubieszowa to kawał drogi. Nie zdążylibyśmy naprawić błędu niedopatrzenia. Ta ignorancja kiedyś nas zgubi…

 

BILETY:

Jeśli jesteś na meczu Unii Hrubieszów w roli gospodarza, to wiadomo, że wejściówka musi wyglądać tak:

Jasne, prawda?

Strzegący wejścia i dystrybuujący cegiełki kierownik ds bezpieczeństwa…

…nie potrafił wyprowadzić nas z konfuzji. – A ja nie wiem, jak oni się tam dogadali… – odrzekł zapytany, o co tu chodzi.

Trochę więcej wiedzieli kibice z Hrubieszowa. Boisko na tamtejszym stadionie jest w remoncie i trzeba było zagrać w gościach. Mimo że u siebie. Tak czy inaczej – bilet, kierownik i akcja zakupu na propsie.

 

SPIKER:

Powiew nowej fali.

Podejrzewamy, że wypożyczony razem ze stadionem, bo o ile kibice z Hrubieszowa nie robili sobie jaj, przekręcił kilka nazwisk w drużynie hmm… gospodarzy. Przed meczem i w przerwie umilał czas łechcącym nasze gusta muzyczne tłustym hip-hopowym bitem. Dobra robota, doceniona też przez płeć piękną.

Nic dziwnego. Przynajmniej od razu wiadomo, że ma sprawny mikrofon :p

 

Z PIWEM NA STADION:

Kierownik ds bezpieczeństwa nie robił problemów.

I prawidłowo. Nikomu włos z głowy nie spadł.

 

CATERING:

Na stadionie bez szans. Sklepu po drodze nie widzieliśmy, ale delegat sąsiadów z trybuny wybrał się w przerwie uzupełnić zapasy i zdążył wrócić. Nie dopytywaliśmy jednak, czy korzystał tylko z siły własnych mięśni, czy posiłkował się końmi mechanicznymi.

 

WC:

Jest takie o:

Uprzedzając ewentualne pytania – nie mamy pojęcia, dlaczego pan sędzia upatrzył sobie akurat żeńską kabinę. Najważniejsze, że na boisku nie wahał się podejmować męskich decyzji.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nie widzieliśmy. Może umowa wypożyczenia stadionu nie przewidywała i zdemontowano?

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Pozostaniemy już przy tym niezręcznym, ale wynikającym z oficjalnego terminarza porządku, uznającym za gospodarzy kibiców z Hrubieszowa, którzy by zobaczyć mecz, musieli przejechać 50 kilometrów. Wspierać walczącą o życie drużynę zjawiło się ich kilkudziesięciu, w zdecydowanej większości koneserka. Dopingu nie prowadzono, barwy wzięło może kilka osób, ale energii, ekspresji i zaangażowania odmówić im nie można.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Odnieśliśmy wrażenie, że w mniejszości, może proporcje rozkładały się pół na pół. Po golach dla Kłosa słychać było brawa, ale wcale nie głośniejsze niż jęki zawodu po sytuacjach niewykorzystanych przez Unię. Widoczny na zdjęciu baner to raczej element stadionowego wystroju niż kibicowskie akcesorium.

 

TEKST MECZU:

– Wodę mi jaką weź.

– Flaszkę mu weź. Smutki trzeba opić. Co będziesz wodę pił?

Kibic Unii spadek swoich ulubieńców ostatecznie przyjął na trzeźwo.

 

TEKST MECZU 2:

– Na wszystkich wyjazdach byliśmy, całe województwo lubelskie poznaliśmy. Piękne tereny mamy. Poważnie. W życiu bym się nie spodziewał, że takie piękne.

Mieliśmy szczęście obserwować mecz w towarzystwie prawdziwych fanatyków. Coś nam się wydaje, że byśmy się w tym Hrubieszowie odnaleźli. Duża klasa, panowie!

 

TEKST MECZU 3:

– Zdzisiu, nie będziesz musiał autem na mecze jeździć. Rowerem wszędzie dojedziesz.

– A następny sezon to i pieszo zdążymy!

Panowie fanatycy błyskawicznie znaleźli pozytywny nowych realiów, w jakich znalazł się ich klub.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Wprawdzie na kolana nic nas na tym meczu nie rzuciło, ale ani przez sekundę (od momentu wejścia do auta do zaparkowania po powrocie) nie żałowaliśmy, że się wybraliśmy. Liznęliśmy trochę tego pięknego, zachwalanego przez fanów z Hrubieszowa lubelskiego, no i oglądanie widowiska w ich towarzystwie to była czysta przyjemność. Zawsze nam serce rośnie, gdy widzimy ludzi czujących równie wielki pociąg do futbolu jak my. Albo i większy.