Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Victoria – Wilga made by wagon pierwszy.

24.3.17, IV liga mazowiecka, grupa południe, Victoria SulejówekWilga Garwolin 6:0.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

34 (w jedną stronę), jak zwykle własnym środkiem transportu, w roli kierowcy. Prawie cała trasa wiodła przez Warszawę, ale nie Warszawkę. Zdecydowanie łatwiej było o hurtownię kruszywa niż spotkanie z ubranym w przyciasnawe i krzykrótkawe spodnie młodzieńcem sączącym sojowe latte. Za wiele się jednak baaardzo rzadko przez nas odwiedzanym zakątkom stolicy nie przyglądaliśmy, bo ciemno było.

 

BILETY:

5 zł.

Dystrybucja prowadzona z ręki przez jednego z czwórki ochroniarzy strzegących wejścia na stadion (dwie panie + dwóch panów). Pokwitowania ani śladu. Dziki kapitalizm. To lubimy.

 

SPIKER:

Nieprawdopodobny artysta słowa. Stylóweczka też całkiem niezła.

Chyba pierwszy znany nam przypadek, w którym o zdarzeniach boiskowych to kibice informowali spikera, a nie spiker kibiców. Zaczęło się już przed meczem, gdy pojawiły się małe problemy przy odczytywaniu nazwisk ze składu gospodarzy, a grający trener gości w podstawowej jedenastce został przedstawiony jako Sergiusz Wiechowski, po czym przechrzczony na trenera Sergiusza Wojciechowskiego. Jeszcze się mecz dobrze nie zaczął, a pan spiker nie ogarnął strzelca pierwszego gola dla Victorii. OK, zdarza się najlepszym, ale pomylić Wojciecha Wociala z Samuelsonem Odunką (jedynym czarnoskórym na boisku) to już wyczyn godny najwyższego uznania. Kibice szybko podchwycili, że pan spiker nie w formie (albo wręcz przeciwnie) i kulturalnej szydery nie szczędzili. Na szczęście zainteresowany potrafił się też pośmiać z samego siebie. Brawa dla obu stron.

 

Z PIWEM NA STADION:

Niby nie można, bo kontrola przy wejściu dość szczegółowa, a pan ochroniarz nie szczędzi energii podczas oklepywania odzieży, ale nasze bystre oko dostrzegło, że może jednak…

No cóż, jak mawiała nasza prababcia – co wolno wojewodzie, to nie tobie naczelniku gminy.

 

CATERING:

Wzór. Pod trybuną działa przystrojona piłkarskimi gadżetami Kawiarenka Klubowa, a przed nią płonął grill (opalany brykietem węglowym), na którym skwierczały kiełbaski.

My, przemarznięci na kość, skorzystaliśmy z tego dobrodziejstwa:

Zdecydowanie polecamy. Za 4 zł dostaliśmy pyszną, gorącą herbatę w kubku o pojemności chyba 0,4 l. Do wyboru kilka smaków i rodzajów. Cukier niereglamentowany. Za to kiełbaska tylko dla zdecydowanych klientów. Gdy po wypiciu herbaty, jeszcze w przerwie, stwierdziliśmy, że dobrze byłoby też coś zjeść, na grillu dopiekał się już tylko suchy chleb. Pretensji jednak absolutnie do nikogo nie rościmy.

 

WC:

Pod trybuną, po przeciwnej stronie do kawiarenki.

Bez najmniejszych zastrzeżeń. Ciekawi nas tylko ten miniparawan między pisuarem a kaloryferem. WTF?

 

TABLICA WYNIKÓW:

Naprzeciwko siedzisk na jedynej na stadionie, za to okazałej trybunie.

W sam raz.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

W szczycie około 30-osobowa grupa młodzieży, jedna flaga.

Trochę się przestraszyliśmy, bo dokumentację fotograficzną chcieliśmy wykonać w drugiej połowie, tymczasem w połowie pierwszej flaga zniknęła z płotu, a milczące dotychczas towarzystwo się rozpierzchło. Na szczęście po przerwie wróciło.

Nie pozostawiło wątpliwości, komu – poza Victorią – sprzyja Sulejówek.

Nie zapomniało też o wsparciu biegających po boisku.

Generalnie – na plus.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Rozsiani po stadionie, może nawet kilkadziesiąt osób. Na kilkusekundowy kibicowski zryw zebrał się jeden odważny, choć nie damy sobie nic uciąć, że to na pewno przybysz z Garwolina, a nie jakiś miejscowy jajcarz.

 

TEKST MECZU:

– Chyba się już wasi podłamali…

– Nic się nie podłamali. To nie jest takie proste jak myślicie. Oni dopiero się otworzą. Nieśmiali są.

Dialog kibica gospodarzy z fanem przyjezdnych w przerwie, przy stanie 5:0.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Warto było wymarznąć w ten piękny piątkowy wieczór i przy okazji przypomnieć sobie, że na meczach rozgrywanych na nowoczesnych stadionach (ten w Sulejówku chyba należy do tej kategorii zakwalifikować) też może panować klimat rodem z Ósmej Ligi Mistrzów. Oby tak wszędzie.