Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Welton – Keynsham Town made by Wagon Trzeci.

7.10.17, Western Football League Division One (dziesiąty poziom angielski), Welton RoversKeynsham Town FC 3:1, The Western League Groundhopp – mecz drugi.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

43 (w jedną stronę), z miejsca zakwaterowania po poprzednim meczu. A musicie wiedzieć, że miejscówkę mieliśmy konkretną, bo z okien hotelu widzieliśmy morze, czy tam kurwa ocean (tak naprawdę Kanał Bristolski) i największe pływy morskie w Europie.

I jakiś zamek, który okazał się fortem.

Środkiem transportu, i to w pełni zorganizowanym, był bus. Przy zakwaterowaniu dostaliśmy program imprezy z wypisanymi godzinami odjazdów, a przed pierwszym kursem zostaliśmy przydzieleni do odpowiedniego wozu. Tak na wszelki wypadek, żeby uniknąć samowolki. Nawet sprawdzanie listy obecności było. Byliśmy na niej najmłodsi…

 

TICKETS/BILETY:

Na wejściu wołali 6 £, ale jako posiadacze karnetów nie musieliśmy sypać groszem (bo już wcześniej sypnęliśmy).

Hmmm, co by tu w ten weekend porobić? :p #NonLeagueDay

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 6 października 2017

W cenie był wjazd na obiekt i możliwość zaparkowania fury za jedną z bramek, więc wagon pierwszy byłby zachwycony z możliwości skorzystania z trybuny samochodowej w deszczowy angielski poranek. Przynajmniej do momentu w którym piłki zaczęłyby mu obijać karoserię.

 

SPIKER:

Chyba słyszałem fragment przedmeczowej zapowiedzi, ale pewien nie jestem, bo w stadionowym pubie było raczej gwarno.

W czasie meczu cisza.

 

Z PIWEM NA STADION:

Patrz kolejny punkt programu.

 

CATERING:

Kolejny stadionowy club house zaliczony.

Do programu meczowego dołączona była ulotka z ofertą śniadaniową, ale po porannej hotelowej wyżerce skoncentrowałem się raczej na piciu. Ciężki angielski ale za 3,25 funta znakomicie komponował się z poranną mżawką.

Dziesiąta liga angielska do śniadania? Welton Rovers Football and Social Club – Keynsham Town Football Club i Wagon Trzeci. C'mon lads! #euromeczing #stadioning

Opublikowany przez Pociąg do futbolu na 7 października 2017

Podobnie jak pie czyli coś w rodzaju pasztetu z półpłynnym, mięsnym nadzieniem, któremu jednak nie mogłem się oprzeć.

2 funty za ciepłe żarcie to prawie jak za darmo, zwłaszcza w porównaniu z ceną ramki fajek, po którą musiałem się wybrać na spacer do miasteczka.

 

WC:

Wiadoma rzecz, skoro mowa o club house. Na wyspach chyba też mają coś w rodzaju sanepidu.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Chyba nie pasowałaby do Non League Football, więc nie było.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Dało się zauważyć szaliki i czapki w zielonych barwach klubu (kartofliskowy redaktor kupił jedną na pamiątkę, i chyba nawet nie zgubił) oraz flagę. Kilka razy z boku trybuny poniósł się też okrzyk zagrzewający do boju „zieloną armię”.

Generalnie jednak, jak to przy okazji The Western League Groundhopp, stadion zdominowali…

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI

… groundhopperzy, których można by naliczyć jakieś dwieście sztuk. Normalnie kurwa szarańcza.

 

TEKST MECZU:

– Where you from mate? Germany?

– No, I’m from Poland.

– Do you work here?

– No, I just came here for the football.

– WHAT???!!!

Cóż, dla Angoli jest naturalne, że przyjeżdżamy do nich za chlebem, ale na turystę z Polski patrzą jak na kobietę z brodą w cyrku osobliwości. Zwłaszcza na takiego, który przeleciał 1000 mil specjalnie na mecz dziesiątej ligi. W sumie się nie dziwię.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

9/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

W tym meczu było wszystko, po co pojechałem na Wyspy. Od deszczowej pogody, przez dziwne piwo i niezdrowe żarcie,  po wyniszczające tempo gry. Mogłem odhaczyć wszystkie stereotypowe punkty, które siedzą w mojej głowie, gdy myślę o pierwotnym wyspiarskim futbolu, nieskażonym zapożyczeniami z włoskiego calcio i technicznymi fajerwerkami rodem z Kraju Kawy. Tylko jeb do przodu i gonitwa box-to-box, zakończona twardą fizyczną walką. To po prostu trzeba zobaczyć.