Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Wisła – Piast made by wagon pierwszy.

26.5.18, liga okręgowa kujawsko-pomorska, Wisła Dobrzyń nad Wisłą – Piast Złotniki Kujawskie 0:1.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

130 (w jedną stronę). Jak zwykle naszym coraz bardziej wysłużonym czterokołowcem. Najważniejsze, że po raz kolejny skutecznie do celu.

No i po drodze było na co popatrzeć!

Dla równowagi, wcześniej za oknem przewijało się nieco więcej łąk umajonych.

Bez wątpienia było też na co popatrzeć już na samym stadionie.

Zaniepokojonych o nasz stan psychiczny uspokajamy, że nie chodzi nam o pana kibica z fryzurą zainspirowaną piłkarską reprezentacją Czechosłowacji na MŚ we Włoszech w 1990 roku. Ale jeśli komuś chodzi, to mamy jeszcze jedno ujęcie!

Tak, tak. Zdecydowanie dobrze usiedliśmy.

 

BILETY:

Bez zmian w porównaniu z naszą wizytą w tym samym miejscu z września poprzedniego roku. Nadal przy wejściu dyżuruje puszka w oczekiwaniu na dowolne datki (rzecz jasna takowy zostawiliśmy).

I wciąż panowie dyżurujący nie wydają pamiątkowego kwitu potwierdzającego zasilenie klubowej kasy oraz uczestnictwo w widowisku sportowym na stadionie w Dobrzyniu nad Wisłą. Może do trzech razy sztuka…

 

SPIKER:

Brak, choć są postępy, bo tym razem piłkarze wychodzili na murawę przy akompaniamencie hymnu Wisły. Co prawda był to hymn Wisły Płock, ale nie będziemy tutaj przesadnie drobiazgowi. Hymn jest hymn, na chuj drążyć?

 

Z PIWEM NA STADION & TEKST MECZU:

– Ale z tym pan nie wejdzie niestety…

– Ale to bezalkoholowe przecież…

– Ale nie szkodzi. Już nie raz tu buteleczki na boisko latały…

Panowie dyżurujący przy puszcze i furtce wydawali się być nieprzejednani. Zawróciliśmy więc do samochodu (na szczęście zaparkowaliśmy rzut butelką kamieniem od wejścia) zostawić kontrabandę. Ale gdy już rozsiedliśmy się na trybunie i nacieszyliśmy oko, jednoosobowo komisyjnie stwierdziliśmy, że chyba jednak byliśmy jedyną osoba, co do której zastosowano środki zapobiegawcze.

OK, obca morda, w dodatku wredna. Nie chowamy urazy. Co nie zmienia faktu, że już uzbrojeni w nieco mocniejsze argumenty, postanowiliśmy powalczyć raz.

– Panowie, bardzo bym jednak prosił. Nic nie będzie latać…

– No dobrze, tylko żeby tam z tyłu nie widzieli…

[tu zapraszamy do przyjrzenia się jeszcze raz zdjęciu umieszczonym w podpunkcie BILETY]

Reasumując – misja zakończona sukcesem.

 

CATERING:

Na stadionie brak. W napitek i coś na ząb zaopatrzyliśmy się przed meczem, w sklepie całkiem niedaleko stadionu. Prawdopodobnie da się obrócić w tę i nazad podczas przerwy. Polecamy. Klimat rodem z GS-u z lat 80. ubiegłego wieku, a może i nawet z okresu, gdy Dobrzyń nad Wisłą był jeszcze stolicą Ziemi Dobrzyńskiej…

 

WC:

Klasyczny toi-toi, wypucowany jak psie genitalia. Z zapasem papieru pozwalającym przetrwać chyba nawet oblężenie krzyżackie z roku 1409.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Brak. Na szczęście było tylko 0:1, z ogarnięciem czego można sobie poradzić nawet po jednym bezalkoholowym.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Zorganizowanego brak, ale boiskowe wydarzenia przeżywano mocno ekspresyjnie i z pełnym zaangażowaniem, a że w dodatku mimo rozpoczęcia meczu o godzinie 11, spora część towarzystwa była już (a może jeszcze) mniej lub bardziej naprana, wszystko to tworzyło mieszankę, której smak zdecydowanie nam odpowiada.

Flagi na płotach też.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Chyba ani sztuki.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Jutro chyba pójdziemy do roboty z poszczypaną gębą, bo wciąż nie możemy uwierzyć, że napisaliśmy podsumowanie prawie dziewięć miesięcy po meczu. Szok. Żeby to jeszcze lepiej zobrazować, trzy dni po spotkaniu pani wagonowa dzielnie wydała na świat naszą córeczkę, która ma już sześć zębów i zabiera się powoli do chodzenia. Na szczęście dokumentacja fotograficzna była przygotowana solidnie i podczas jej przeglądania pamięć dość skutecznie poradziła sobie z przeszukiwaniem swoich zakamarków. Niestety, chyba nie da się tego powiedzieć o 33 meczach w kolejce do podsumowywania… Ale może powalczymy…