Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Wisła – Dąb II made by wagon pierwszy feat. wagonik.

16.9.17, Klasa B mazowiecka, grupa Warszawa I, Wisła ZakroczymDąb II Wieliszew 2:3.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

33 (w jedną stronę).

Początkowo zakładaliśmy, że piłkarską sobotę rozpoczniemy w Wyszogrodzie (tam też grali o 11), ale gdy przedstawiliśmy naszemu młodszemu towarzyszowi alternatywę, oznaczającą wyjście z domu pół godziny później (czytaj: pół godziny dłużej na pogranie w Lego Tajny Agent), nie było już dyskusji. Cóż, życie to jeden wielki kompromis… Na szczęście w tym przypadku niekoniecznie zgniły.

 

BILETY:

Brak. Położenie stadionu na tyłach szkoły i tuż przy budynkach mieszkalnych oraz garażach mogłoby znacząco skomplikować egzekucję należności („Panie, jo nie na mecz, jo ino do garażu przy maluchu pogrzebać”), ale dla chcącego przecież nic trudnego. Tu jednak nikogo zdeterminowanego nie było.

 

SPIKER:

Tu też nie. Tym razem jakoś jednak nie czuliśmy wewnętrznej pustki z tego powodu. Bliskość boiska, ławek dla rezerwowych i temperament obu trenerów spowodowały, że na brak odgłosów meczowych i okołomeczowych nie mieliśmy prawa narzekać.

 

Z PIWEM NA STADION:

Zdecydowanie. Co więcej, Wisła zdecydowała się na pilotażowe wdrożenie niezwykle wizjonerskiego i przy odrobinie dobrej woli wszelakiej maści decydentów mającego wielkie szanse błyskawicznie się upowszechnić rozwiązania – spożywania na ławce dla rezerwowych. No dobra, tuż przy niej.

Podobno sztab i rezerwowi Dębu II byli bardzo rozczarowani, że nie zostali zaproszeni do przetestowania tej nowinki taktycznej.

Pan trener gospodarzy pozostał jednak konserwatystą i na szluga przeszedł na drugą stronę taśmy.

Też szanujemy.

 

CATERING:

Na stadionie nic. Niedaleko mieści się jednak placówka dilera świeżaków, ale wyprawa tam w sobotę w okolicach południa to misja dla ludzi o niewyczerpanych pokładach czasu, a przede wszystkim cierpliwości, a my raczej należymy do w gorącej wodzie kąpanych. W przerwie więc, wychodząc ze stadionu, zamiast w lewo skręciliśmy w prawo i po kilku minutach nieśpiesznego spaceru trafiliśmy do klasycznego spożywczaka, a w nim na chrupki w polewie czekoladowej (albo czekoladopodobnej). Smak dzieciństwa. Wpieprzaliśmy z takim zacięciem, że nie zdążyliśmy nawet zdjęcia zrobić.

 

WC:

Nie stwierdziliśmy. Pewnie można skorzystać z szatni, choć wiązłoby się to z (nie)małym zamieszaniem organizacyjnym. Wśród przybyłych zdecydowanie preferowana była opcja „za garażami”. Dla porządku dodajmy, że żaden z uczestników naszej dwuosobowej eskapady nie był w potrzebie.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Nic a nic. I podejrzewamy, że prędko się to nie zmieni. W klubie zapewne uznają, że pilniejszą inwestycją będą ławki dla rezerwowych, z czym akurat kompletnie się nie zgadzamy. Te są the best.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Nic zorganizowanego. Były pojedyncze okrzyki prawilnych chłopaczyn w dresiwach, trochę poburczała pod nosami koneserka, a najmłodsi to tak się denerwowali, że aż sztukę tytoniu musieli odpalić.

A później jeszcze ze dwie.

Najbardziej zaangażowany był jednak znany już wam pan asystent trenera gospodarzy.

Choć w zasadzie – niczym genialnego piłkarza – trudno wtłoczyć go w zamknięty schemat i przypisać do jednej pozycji na boisku. Trochę podziałał z miejscowymi…

…trochę jako wolny elektron…

…wreszcie próbował poszukać szczęścia w sztabie przyjezdnych.

A gdy trzeba było, nie bał się wziąć sprawy w swoje ręce piłki na swoją nogę.

Nic dziwnego, że przy takiej intensywności, sił starczyło panu tylko na pierwszych 45 minut zmagań. Po przerwie już go na stadionie nie widzieliśmy.

Tak czy inaczej – spryciarz. Jakkolwiek by się mecz nie skończył, śmiało mógł powiedzieć, że miał w owym rozstrzygnięciu udział. Trzeba wiedzieć, jak się w życiu ustawić.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Nie stwierdziliśmy. Chyba że za takiego uznamy pana wagonika. W końcu trochę sobie stadion podemolował 😛

Nie rozgryźliśmy tylko, z kim grał pan sędzia asystent.

 

TEKST MECZU:

Dodamy tylko, że było wtedy 2:3, o czym pośpiesznie puszczającą wynik w świat sympatyczną parę kibiców poinformowaliśmy.

Chyba jednak warto pomyśleć o tej tablicy.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

6,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Dopisała pogoda, dopisała atmosfera, dopisali panowie piłkarze. W dodatku – o czym przekonaliśmy się dopiero pisząc niniejsze podsumowanie – byliśmy uczestnikami epokowego wydarzenia, czyli powrotu wielkiej piłki do Zakroczymia. Po sezonie 2015/16 Wisła nie zgłosiła się do udziału w kolejnym, a w tym dwa razy grała na wyjeździe i dwa razy pauzowała. Historia pisała się na naszych oczach!