Spóźnione, ale szczere podsumowanie meczu Wkra – GKS made by wagon pierwszy.

21.5.17, Liga okręgowa mazowiecka, grupa Ciechanów-Ostrołęka, Wkra SochocinGKS Strzegowo 0:2.

 

PRZEJECHANE KILOMETRY:

63 (w jedną stronę), samotnie autem. Większość trasy wiodła oklepaną dwupasmówką, ale końcówka to już to, co lubimy najbardziej – Polska powiatowa, gminna albo wręcz sołecka. Ładna okolica, połechtała nas na tyle, że chcemy wrócić spłynąć kajakiem kawałkiem Wkry. Zwłaszcza, że nawet w Sochocinie jest ku temu sprzyjająca infrastruktura.

 

BILETY:

Brak. Na trybunie wprawdzie usadowiła się żywa skarbonka, ale nikt nie odważył się podejść i wrzucić piątaka za przyjemność raczenia się widowiskiem piłkarskim :p

 

SPIKER:

Nic z tego. Organizatorzy nie zadbali też o uatrakcyjnienie przerwy kilkoma taktami muzyki, ale od czego są kibice. Pewien prawdopodobnie lubiący blichtr jegomość (przyodziany w markowe ubrania z największymi chyba znaczkami o tej markowości świadczącymi, jakie były w sklepie – na pierwszy rzut oka handlarz złomem albo wyszukanymi pod kocami niemieckich dziadków używanymi samochodami) zajechał z kolegami BMW za trybunę i co jakiś czas dało się stamtąd usłyszeć jakąś mocną dansingową nutę. Produkcji polskiej rzecz jasna. Co to się musi dziać, gdy wykorzystywane jest to oto cudeńko sąsiadujące z boiskiem!

 

Z PIWEM NA STADION:

Jak zwykle w takich przypadkach regulamin był nieprzejednany.

Jak zwykle też votum separatum na takie dictum wnieśli kibice [to chyba najbardziej grafomańskie zdanie, jakie udało nam się popełnić, ale nie zamierzamy spocząć na laurach, będziemy dalej walczyć]. Butelki i puszki osuszano bez używania przemocy oraz słów powszechnie uznawanych za obraźliwe.

 

CATERING:

Nic z tego, a infrastruktura aż się prosi, by rozpalić grilla i wystawić stragan ze strawą i napitkiem.

Z pochopnymi wyprawami do sklepu w przerwie trzeba bardzo uważać. Dwaj kibice ze Strzegowa wybrali się na poszukiwanie źródełka i wrócili na stadion pięć minut po rozpoczęciu drugiej połowy, a w tak zwanym międzyczasie – jak na złość – ich ulubieńcy ukłuli miejscowych dwukrotnie… Dobrze, że chociaż zaopatrzeni wrócili, było czym ukoić smutki spowodowane niemożnością zobaczenia tych dwóch epokowych trafień. Albo wznieść toast z okazji prowadzenia. W sumie bez znaczenia. Każda okazja jest dobra.

 

WC:

Nie widzieliśmy. Stadion jednak z dwóch stron otoczony jest lasem, więc nawet jeśli kogoś mocniej przyciśnie, może próbować zaszyć się w kniei. W razie czego zawsze można forsować wejście do szatni.

 

TABLICA WYNIKÓW:

Niestety, ani pozbawionego charakteru elektronicznego ustrojstwa, ani wyrafinowanego wyrobu projektu i wykonania miejscowej złotej rączki.

 

DOPING MIEJSCOWYCH:

Słabiutko, by nie powiedzieć, że w ogóle. Szkoda, bo narodu na trybunach sporo.

 

ZORGANIZOWANI PRZYJEZDNI:

Stopień ich zorganizowania najlepiej obrazuje wyprawa do sklepu. Choć może nie do końca, bo na tamtej linii frontu podjęli chociaż jakieś działania, a jeśli chodzi o doping nie działo się nic. Albicelestes na boisku musieli radzić sobie sami.

Generalnie – mecz przyjaźni. Goście siedzieli wśród miejscowych i nikt nikomu zarzutów z tego powodu nie czynił. Z żadnego innego też nie.

 

TEKST MECZU:

– Jak dzisiaj nie wygrają, to już można powiesić trampki na tym ogrodzeniu.

Pan kibic miejscowych przed spotkaniem. Trzeba chyba podjechać i zobaczyć, jak trybuna w Sochocinie prezentuje się upstrzona obuwiem piłkarskim.

 

OGÓLNA FAJNOŚĆ:

4,5/10.

 

WOLNE WNIOSKI:

Stadion z potencjałem, w stylu, który lubimy najbardziej – wśród zieleni, zgrabnie w nią wpasowany (albo odwrotnie). Szkoda, że na trybunach plaża. Spodziewaliśmy się, że walka o trzecie miejsce od końca w okręgówce wywoła większe poruszenie. Albo chociaż jakiekolwiek.

Jeśli chodzi o mecz, to jakości piłkarskiej było na boisku mniej więcej tyle, ile mięsa w kiełbasie parówkowej po 9,99 zł za kilo. Zdecydowanie najbardziej spektakularną akcję rozegrał pan kibic z telefonem, wywołując furię strzegącego porządku (a w wolnych chwilach robiącego zdjęcia) pana w kamizelce.

Jeśli na stadionie był jakiś skaut – robota w okręgówce murowana.